Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Głosuj na PiS

czwartek, 13 września 2007 19:58

Twarde, zimne fakty są dla każdego inne

wtorek, 04 września 2007 21:10
   Są inne, bo każdy patrzy z innego punktu widzenia, trzeba mieć to na uwadze a nie insynuować, że każde medium ma swego mocodawcę, który realizuje swoją propagandę. Może i można to tak nazywać, ale to taka sama gruba przesada, jak ta, że mamy w Polsce totalitaryzm. Nie zgadzam się z tym, że trendi jest dzisiaj w towarzystwie powtarzać zasłyszane ‘bzdury’ usłyszane w TVN i Polsacie, albo wyczytane z Gazety Wyborczej. Niestety z tego co widzę, to trendi jest mieć to wszystko w głębokim poważaniu i w ogóle unikać tematu. Trendi jest zachowywać się jakbyśmy nie mieli żadnych problemów, kiedy 95% ludności kraju nie przekracza pierwszego progu podatkowego, który jest na poziomie 7 tys. euro rocznie netto przy kosztach życia niewiele odbiegających od Europy Zachodniej. Na przykład ceny mieszkań w Gdańsku są porównywalne z tymi z Berlina przy 4-krotnie wyższych zarobkach w Niemczech. Tutaj nie trzeba wiele propagandy, wystarczy sprawdzić ofertę mieszkaniową. Nic nie wskazuje na działania rządu, które miałyby poprawić tę sytuację. Nie ma planów nawet na sprawy podstawowe, jak zwolnienie od 2008 roku z 22% podatku na materiały budowlane domów budowanych w systemie gospodarczym (to u nas większość placów budowy), co jest już jawnym łupieniem obywateli w i tak skrajnie przecież trudnej sytuacji mieszkaniowej. Jest to także trendi, bo problemy jakie poruszają teraz politycy w sejmie nie mają z problemami normalnego, przeciętnego człowieka nic wspólnego. Większa część pary w gwizdek PiSu i koalicjantów poszła w kretyńsko skonstruowaną lustrację opartą na definicji dziennikarstwa z 1984 roku. Dobitnie ocenił to sędzia Stępień, stwierdził – „Dziennikarze BYLI zawodem zaufania społecznego. Byli, ale w PRL.” Jeżeli dzisiejsze media bronią postkomunistów to wystarczy poczekać parę lat na zakończenie rządów Kaczyńskich (bo oni pewnie te wybory wygrają). Wtedy w GW zobaczymy obronę dyspozycyjnych prokuratorów z czasów Ziobry, obronę skruszonych funkcjonariuszy CBA montujących niemoralne akcje motywowane politycznie, obronę politycznych nominatów do spółek skarbu państwa, które popadną w ruinę itd. Wtedy wszyscy się będziemy komisyjnie dziwić dlaczego te media bronią ‘postfaszystów’ zamiast dać się nam nad nimi popastwić.
   Co do autorytetów, to mnie również śmieszy na przykład Wałęsa występujący w obronie demokracji, kiedy jeszcze świeżo w pamięci mam jego autorytarne ciągoty do rządzenia dekretami, do falandyzowania prawa tak podobne dzisiejszemu ziobrzydzaniu. Trudno się jednak spodziewać, że nie będzie cytowany, jeżeli jego opinia jest barwna, krzykliwa, kontrowersyjna, a przy tym oparta na długiej znajomości ludzi dzisiejszej władzy? Przecież to dla mediów czysty zysk, jeśli na ich antenie pokaże się postać tak bezkompromisowo oceniająca poczynania Kaczyńskich. Mają z tego rezygnować, bo Wałęsa się skompromitował? To dzisiaj nie ma znaczenia, tak samo jak zerową wagę ma ta część twórczości Szymborskiej, której i ona dzisiaj się wstydzi, zaś liczą się zasługi w promocji naszego kraju, w przypadku jej jak i Wałęsy.
   Kaczmarka trzeba i należy bronić, bo on jest teraz jedyną szansą na rozpoznanie i zlikwidowanie tego wieloletniego bagna, jakim jest nadrzędność Ministerstwa Sprawiedliwości nad prokuraturą (pomijając oczywiście motywy, jakie kazały zatajać mu znajomość z Ryszardem Krauze). Jak to się dzieje, że do zdyskredytowania Kaczmarka, Kornatowskiego i Netzla uruchamia się prokuratorski teatr, jakiego w życiu nie widziałem? Tu aż kipi od walki realizowanej za pomocą prokuratury, a opozycja śpi! Przez cały weekend nie odezwał się sensownie nikt z opozycji, który by odpowiedział na zgodnie realizowaną linią informacyjną prezydenta i premiera – „Walczymy z korupcją, liczymy na dalsze poparcie”. To jest kompromitacja opozycji na całej linii. Jeżeli rząd rzeczywiście walczy to dlaczego dalej na wolności jest głowa tego domniemanego korupcyjnego układu, a po prokuraturach ciąga się płotki pod zarzutami kłamstwa? Nikt nie potrafi tam wytknąć tak samo wielu kłamstw z ust Ziobry i pokazać to, co było istotą całej akcji CBA. Przecież już dzisiaj jasne jest, że było to podżeganie do popełnienia przestępstwa szefa koalicyjnego ugrupowania w celu przejęcia jego posłów. Czy to są demokratyczne metody uzyskiwania sejmowego poparcia? Mało kto będzie dzisiaj bronił Leppera, bo on jest taki brzydki, chamski, taki populistyczny i na dodatek przestępca. Ale to nie ja wchodziłem z nim w koalicję, nie ja go zrobiłem wicepremierem. Co do przyczyny całego tego syfu pełna zgoda, tutaj w ogóle nie powinno być powodu do przekazania łapówki.
   Prawdziwe motywy spotkania Kaczmarka z Krauzem są nieznane, prokuratura chce żebyśmy wierzyli, w sugerowaną przez nich wersję, oskarżenie działa, a nie ma obrońcy, brak w tym działalności opozycji aby naświetlić wątpliwości. Okazuje się, że Zbigniew Ziobro powiedział o planowanej akcji CBA Kaczmarkowi już w styczniu, gdy był on prokuratorem generalnym. Jest masa wątpliwości czy miał do tego prawo, najprawdopodobniej na nim ciąży odpowiedzialność za przeciek.
   Twarde, zimne fakty i dowody są takie, że rząd ten zatrudnił w swoich szeregach wiele wątpliwych postaci, co do których alarm podnosili także dziennikarze przychylni linii rządu, Rzeczpospolitej czy Dziennika. Współpraca ministra sprawiedliwości z sędzią Kryże jest wprost kompromitująca. Oprócz krytykowanego od samego początku Netzla, który nazwał Bertolda Kittla majorem służb specjalnych jest w rządzie na przykład dalej realizujący typowo etatystyczną politykę skarbu państwa Wojciech Jasiński. Dzisiaj PiS pozbywa się bezkompromisowo szefa MSWiA, szefa policji i CBŚ i … zyskuje poparcie. Propagandowa piątka z plusem, bo jeśli spojrzeć na ‘zimne’, ‘twarde’ fakty to mamy tu porażkę na całej linii, bez tych tłumaczeń o układzie, bez ciągłego utrzymania nastroju oblężonej twierdzy, mimo że PiS jest u władzy już 2 lata nie byłoby to możliwe. Paradoksalnie dzięki specyficznemu elektoratowi PiS rządząc w permanentnym kryzysie zyskuje poparcie, jest to swoiste perpetuum mobile. Takie sytuacje zdarzały się w każdym poprzednim rządzie, wywoływały konsternację i wieściły upadek, starano się bronić Sobotki czy Jakubowskiej. Nic tylko powiedzieć, patrzcie i uczcie się jak to się robi.

komentarze (13) | dodaj komentarz

Moralne wzmożenie

czwartek, 30 sierpnia 2007 19:40
   Dyskusja rozgorzała na dobre, dziękuję za komentarze. Staram się myśleć otwarcie i nie zamykać się na racje, szczególnie ludzi o poglądach odmiennych niż moje, tak naprawdę cały sens dyskusji jest przecież tylko wtedy. Nie stawiajmy sobie jednak dogmatów w stylu układ istnieje, bo rząd jest pod 2-letnią ‘nagonką medialną’, bo wtedy to nie jest dyskusja racjonalna, tylko zaczyna to być dyskusja o kwestiach wiary. Wiarę zaś uważam każdy ma prawo wyznawać według własnego mniemania i nie powinien narzucać jej innym. Nie słyszałem określeń o ‘nagonce’ od posłów SLD, gdy pracowała nad nimi komisja śledcza do spraw afery Rywina, gdy media karmiły się coraz bardziej porażającymi przeciekami. Nie chcesz być pod ‘nagonką medialną’, nie pchaj się do działalności publicznej, taką zasadę polecam kandydatowi każdej partii. Dopóki ujawnione nie zostaną dowody na istnienie układu zostanę sceptyczny. Układ byłby dowodem na ogromne społeczne zaufanie między członkami tej sieci. Ścisłych finansowych powiązaniach i doskonałej oraz praktycznie niemożliwej do udowodnienia współpracy. Włożę to jednak między bajki, to nie jest obraz współczesnego Polaka. Wnikliwy obserwator rzeczywistości widzi z pewnością wiele biznesowych układów i układzików, a jeżeli cześć z nich podejrzewa o popełnienie przestępstwa powinien działać, każdy taki człowiek godzien jest najwyższego szacunku.
   Jeżeli były członek UPR chwali w komentarzach uwłaszczenie spółdzielczych mieszkań to ja się pytam gdzie jest to poszanowanie własności prywatnej, gdzie są te prawicowe wartości? Ja zachęcam PiS w takim razie do uwłaszczenia leasingowych aut, przecież ich użytkownicy nimi jeżdżą i za nie płacą, należą im się. Bardzo łatwo rozdawać jak Janosik nie swoje pieniądze. Pakiet Kluski, szeroko już dyskutowany odkąd pojawił się pomysł pakietu wspierającego przedsiębiorczość w rządzie Marcinkiewicza to projekt widmo, okrajany z jednej konferencji zapowiadającej jego wprowadzenie na drugą. Nie łudźmy się, że PiSowi na nim zależy, jego elektorat to nie przedsiębiorcy. To emeryci, renciści, pracownicy nisko wykwalifikowani, nie jest to dla nich żaden priorytet.
   Krzyśku - nie chcę być tu ani rzecznikiem PO, ani SLD, podobnie jak Ty nie chcesz odpowiadać za PiS i całkowicie Cię rozumiem. Każda jednak władza inna niż ta, która nam litościwie dzisiaj panuje wydaje mi się lepsza, nawet w ciemno. Na przykład rozwiązanie w służbie zdrowia, jakie dzisiaj proponuje Religa to paraliż niewydolnego systemu, w który ładujemy spore pieniądze (chociaż mniej niż średnia europejska), bez podejmowania żadnych decyzji, bez żadnej wizji przyszłości, nawet prace nad niewycenionym koszykiem świadczeń podstawowych zostały zatrzymane. Pewnie powinienem powiedzieć coś o prywatnych szpitalach i publicznym finansowaniu, albo jeszcze lepiej, komercyjnych ubezpieczeniach zdrowotnych, ale ta materia jest bardzo trudna i przeciętny czytelnik gazet może sobie spekulować na podstawie kilku modeli, od amerykańskiego, który właśnie przeżywa duże trudności, po podobny naszemu brytyjski, na którym też wszyscy wieszają tam psy. Każdy obywatel, który jakoś sobie radzi, wybrałby u nas model amerykański, niestety takich jest zdecydowana mniejszość.
   W sprawie Jarosława Kaczyńskiego i jego powiązań z aferą FOZZ zwracamy uwagę, kto jest zeznającym i kwestionujemy jego wiarygodność, za to gdy Kwaśniewskiego obciąża siedzący od 3 lat w areszcie Dochnal (któremu nie postawiono żadnych zarzutów) dzisiejsza ekipa bierze to z całą powagą. Owszem, kwestia uczciwości i poszanowania prawa to rzecz podstawowa, dlaczego więc Lech Kaczyński prawa nie szanuje? Dlaczego nie przeprosi Mieczysława Wachowskiego tak jak nakazał mu to sąd? Czyżby było prawo inne niż te, za pomocą którego sądzą dzisiaj sądy? Gdzie było to poszanowanie władzy sądowniczej, gdy wypominał wiadome kręgi, z jakich wywodzi się sędzia Małgorzata Mojkowska? Czy najwyższemu urzędnikowi państwowemu przystoi publicznie kwestionować bezstronność sędziów? Naprawdę zasadę trójpodziału władzy nie wymyślono w PRL, na jej podstawie działa cały cywilizowany świat.
   Owszem, nasze sądy działają źle, ale sposoby, jakimi leczy je Zbigniew Ziobro są całkowicie nieadekwatne do sytuacji i bardzo drogie. Dżumę chce leczyć cholerą, największe pieniądze wywala na McSądy 24h i na jak najdłuższe przechowywanie przestępców w więzieniach, zamiast na budowanie etosu pracy sędziego, odbudowaniu prestiżu tego zawodu. Nie może być tak, żeby sędziowanie było przepustką do adwokackiej palestry, to jest prawdziwa patologia i wymaga systemowych zmian i znacznych nakładów. To jest jednak działanie długotrwałe i trudne, na tym więc Ziobrze nie zależy. Jemu zależy na dalszym podporządkowaniu prokuratury pod ministerstwo sprawiedliwości, kiedy w naszej sytuacji jest to ścieżka do kolejnych patologii, które widzimy już w działaniu. Szerzej sądownictwo starałem się opisać we wpisie Gorąc uderza  Za Jaskierni w MS działy się rzeczy po prostu skandaliczne, wystarczy zobaczyć:

całkowicie się z tym zgadzam i chciałbym, żeby Cejrowski ponowił serię i zajął się teraz działalnością prokuratury krakowskiej w sprawie Majchrowskiego w czasie wyborów samorządowych. Myślę, że waliłby tym kubkiem w stolik równie mocno. Za skrajną naiwność biorę to ogromne zaufanie do Ziobry. Nie może być uczciwy ten, kto potrafi o swojej uczciwości zapewniać bitą godzinę. On w końcu zresztą na tej gadatliwości popłynie, o tym także jestem przekonany. Jest inny aspekt podnoszonej antykorupcyjnej propagandy, ona paraliżuje część urzędów. Urzędnicy boją się wydawać decyzje przed wykorzystaniem terminów w obawie posądzenia o korupcję. Ciekawe ile w związku z tym powstaje strat. Nie znaczy oczywiście, że nie należy z korupcją walczyć, jak najbardziej należy, ale minimalizując przede wszystkim uznaniowość urzędniczych decyzji, ograniczając biurokrację.
   Po zapewnieniach Ziobry, że nie wiedział o sprawie Blidy ogarnia pusty śmiech. Jak o tak szumnej medialnie sprawie miałby nie wiedzieć propagandowy, rządowy frontmen kiedy wiedział o niej premier. Za to wcale mi nie do śmiechu jeśli chodzi o zarzut udziału mediów w sprawie Blidy, jednak jedyne media, które obwiniałbym za jej śmierć to te, które wyprodukowały wyjątkowo paszkwilanckie, propagandowe gnioty w stylu „Misji Specjalnych”. Jeden z najbardziej obrzydliwych to ten o kardiologu Mirosławie G. i rozrzuconych na jego łóżku butelkach whisky i długopisach. Tego typu znęcanie się władzy wykonawczej w osobie ministra Ziobry i posłusznych mu publicznych mediów nad obywatelem swojego kraju to jeden z największych przejawów zdziczenia moralności. Gdzie jest ta misja publiczna, chciałbym zobaczyć jej założenia, bo chyba nie pojmuję celów jej działania. Na główną część polemiki o zagrożeniach demokracji, tym słowie - wytrychu wykorzystywanym dość często na wyrost, szczególnie w odniesieniu do naszego kraju przed 1997 rokiem chciałbym odpowiedzieć po decyzji sądu w sprawie zatrzymania Kaczmarka, Kornatowskiego, Netzla oraz Krauzego. Wydaje mi się, że rzeczywistość dostarcza niestety aż nadto przydatnych argumentów.

komentarze (14) | dodaj komentarz

O zachwianej ewolucji politycznej

poniedziałek, 27 sierpnia 2007 17:26
   Witaj Krzysiek :) ratujesz mi tę stronkę, której pies z kulawą nogą nie odwiedza ;). Jest oto człowiek, któremu chce się polemizować i dzięki Ci za to. Rozumiem, że układ to jest to wielkie zło ujęte ogólnie/przenośnie, ale obawiam się już dzisiaj, że ujęte tak tylko z powodu braku rzeczywistej wiedzy o przyczynach a także realnych sposobach przeciwdziałania trudności jakie napotyka ten rząd. Na początku myślałem, że Jarosław Kaczyński wykorzystuje to słownictwo tylko po to, aby trafiło ono do szeroko rozumianego ludu, który lubi mieć proste wytłumaczenie, winowajcę wszystkiego co złe. Teraz widzę, że wynika to już z utraty kontaktu z rzeczywistością szefa PiSu. Tę nowomowę uważam za tym bardziej cyniczną, że człowiek ten jest podobnie umoczony w budowanie tak zwanej III RP i oligarchicznych powiązań polityki z biznesem jak to było w przypadku SLD (między innymi zawłaszczenie Ekspresu Wieczornego i afera FOZZ). Czyny te jedynie odznaczały się dużo większym stopniem nieudolności, bo człowiek ten nie ma o mechanizmach rządzących gospodarką bladego pojęcia. Nie chodzi tu jednak o licytowanie się w szeregach której partii jest większy odsetek złodziei, bo jestem przekonany, że jest to podobny procent bez względu na wyznawane idee.
   Piszesz, że zagrożenie demokracji to mit, że jest to histeria typowa dla mediów. Zgoda, że reakcje mediów są często histeryczne, ale czego spodziewać się po prywatnych mediach kiedy retoryka tego rządu jest typowo autorytarna, kiedy mówiło się wyraźnie o faworyzowaniu mediów Ojca Rydzyka, kiedy zamiast likwidacji KRRiTV przejmuje się ten postkomunistyczny urząd i używa publicznych mediów bez żadnych skrupułów jako swojej propagandowej tuby. To wykorzystanie nie pozostało bez wpływu w sprawie Barbary Blidy. Autorytaryzm i pogarda jeśli chodzi o gwarancje swobód obywatelskich (to także pokazał stosunek naszego rządu w przypadku europejskiej karty praw podstawowych) zagraża pozycji i niezależności prywatnych mediów, ich dostępu do publicznej informacji, rodzi pokusy wiązania się części mediów z władzą o czym mówił odchodząc z Rzeczpospolitej Bertold Kittel. Zgoda co do tego, że sejmowa komisja śledcza byłaby teatrem, w której nie byłoby szansy dotarcia do prawdy, bo jest to materia dużo trudniejsza prawnie niż ta z aferą Rywina. Na przykład mało kto wie, że każdy ma prawo nagrać rozmowę, w której sam bierze udział i Ziobro w rozmowie z Lepperem nie potrzebował do nagrywania zgody żadnego sądu. Nie nazywa się tego nawet podsłuchem, co ciągle robią media. Taką rozmowę można zapamiętać, zapisać sobie a także nagrać i nikomu nic do tego. Pogratulować mu można tylko przezorności, kiedy podejrzewał, że Lepper będzie próbował tę rozmowę niecnie wykorzystać. Inna sprawa jeśli chodzi o jej publikacje, tu już można publikującego pociągnąć do odpowiedzialności. Założę się, że Lepper nie wydał na publikację zgody. Tutaj także jest wyraźna walka we własnej sprawie prokuratora generalnego i minus dla niego.
   Dużo lepsze od sejmowej komisji śledczej byłoby poszerzenie uprawnień komisji do spraw służb specjalnych. Kamery sprawiają, że śledczych ogarnia amok udowadniania siły własnego politycznego przebicia i inteligencji w stawianiu przesłuchiwanych w najtrudniejszej sytuacji za wszelką cenę. Rezultat takiego amoku może być żenujący jak w przypadku posła Zawiszy i jego bankowej komisji. Sejmowa komisja do spraw służb specjalnych po poszerzeniu jej uprawnień mogłaby za zamkniętymi drzwiami zweryfikować wiarygodność przesłuchań Kaczmarka i przedstawić rzeczowy raport. Mamy prawo dowiedzieć się, które przecieki z jego przesłuchań są półprawdami a które całkowitymi kłamstwami, żadną miarą nie chciałbym zostawić tej oceny marszałkowi Dornowi, jego rozumienie demokracji i przyzwoitości odbiega znacznie od mojego. Niestety ten schował projekt poszerzenia regulaminu komisji do spraw służb specjalnych do lodówki, której on już na pewno nie otworzy.
   Co do ważnych dla kraju ustaw to mamy ich całą masę. Schengen spowodowałaby straszne szkody, w rzeczywistości to ważniejsze niż to nasze symboliczne przystąpienie do Unii Europejskiej, na szczęście co do tego zawiązało się porozumienie. Zabawa jednak jest tak samo cyniczna po stronie koalicji, która teraz składa projekt o odrolnieniu gruntów pod budowę w obrębie miast i pozostałych gruntów rolnych klasy 4, 5 i 6 we wsiach. Przez 2 lata także koalicja nie mogła przyjąć definicji budownictwa społecznego, które przywali naszemu, co tu dużo kryć, praktycznie nie działającemu rynkowi budownictwa. Podaż jest tragicznie niska i rząd nie zrobił zupełnie nic żeby poprawić sytuację. Wiadomo, że w administracji, która zajmuje się planami zagospodarowania przestrzennego muszą pracować krewni i znajomi koalicyjnych kacyków i nie ma szans na wydajną i dobrze opłacaną robotę. Tutaj pokutuje decyzja o likwidacji egzaminów ustanowionych przez premiera Belkę dotyczących służby cywilnej i ogólnie brak nakładów na rozwiązanie administracyjnych problemów krępujących rynek budowlany.
   Jeżeli chodzi o Kaczmarka to racja, że jego wiarygodność jest bardzo marna, dla mnie był niewiarygodny już dawno temu, podobnie jak Zbigniew Ziobro, który bezczelnie kłamał, że nic nie wiedział o akcji przeciw Barbarze Blidzie, kiedy premier sam ostatnio wsypał go w wywiadzie mówiąc, że akcja była szczegółowo dyskutowana. Obaj Ziobro i Kaczmarek są kłamcami, chciałbym wiedzieć w końcu gdzie jest prawda. Najmniej wiarygodny jest oczywiście Lepper, ale jego elektorat nie ma pojęcia o technicznych zawiłościach weryfikowania wiarygodności nagrań, więc niewiele uczyni mu to politycznej szkody (ku mojemu szczeremu smutkowi).
   Sytuacja jest dla wyborcy dzisiaj bardzo trudna. Dla mnie pytanie nie jest takie jak postawić je dzisiaj chce Jarosław Kaczyński między Polską solidarną/socjalną a liberalną. Pytanie jest między Polską autorytarną, w której państwo nie odpowiada przed obywatelem, ma nad nim znaczną przewagę, nie ma gwarancji swobód obywatelskich, gdzie obywatel nie ma praw obrony przed zbyt wielkimi zapędami władzy, a Polską rządzoną przez PO i LiD która jest wielką zagadką i niewielką nadzieją. Słabość opozycji jest tragiczna. Podejrzewałem, że ciche przyzwolenie PO na niczym nieskrępowane rządy PiSu jest taktyką, w której PO wypunktuje w końcu skutecznie rozpasaną władzę, w sytuacji w jakiej wydawać się będzie, że wszystko jej już wolno. Niestety płonne to nadzieje.
   Tak naprawdę, żadna afera nie obali tak skutecznie tej władzy jak jeszcze rok rządzenia, który pokazałby dopiero jak wydajny jest PiS w radzeniu sobie z coraz wyraźniejszymi sygnałami cofania się koniunktury, napięciami społecznymi w służbie zdrowia, budową autostrad, wspomaganiem podaży mieszkań, drenażem inżynierskich umysłów, tak cennych w dzisiejszej sytuacji, przez zachodnie znienawidzone mocarstwa itd. Dobrą zasadą w pracy jest zostać na stanowisku tak długo, żeby odczuć rzeczywiste skutki swoich decyzji. Tutaj to nie nastąpiło, a przyspieszone wybory są ucieczką od odpowiedzialności i mogą być preludium do tryumfalnego a niezasłużonego powrotu w chwale.

komentarze (21) | dodaj komentarz

Sejm nie służy do walki politycznej

wtorek, 21 sierpnia 2007 22:02
   Tak właśnie powiedział marszałek sejmu Ludwik Dorn. A ja głupi myślałem, że właśnie do tego służy. Dowiedziałem się, że sejm służy do przeciwdziałania korupcji, zaś komisje śledcze do wspierania działań układu i obrony największych łapówkarzy. Proponuję skorygować materiały do nauki Wiedzy o Społeczeństwie, bo obecne definicje stały się w świetle dzisiejszych argumentów nieaktualne. Podobnie nieaktualny jest zakres obowiązków premiera. Zgodnie z hasłem „bliżej ludzi” premier jest zobowiązany przekazać odpowiednie instrukcje w sprawie konkretnych akcji prokuratury i dalej Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, któremu zleca się bezpośrednie działania. Premier przekazuje rozkazy dotyczące sposobu przeszukiwania, zakuwania w kajdanki konkretnych ludzi, z którymi państwo chce zawiązać zgodnie z wyborczym hasłem bliższą znajomość. Dziwne, że instrukcje te nie dotyczą także zdejmowania obuwia w razie interwencji, w czasie których wymagane jest szczególne namaszczenie.
   Taktyka, jaką przyjął Ludwik Dorn rozwiązania sejmu za wszelką cenę i niedopuszczenia do powstania komisji śledczych może się wydawać z punktu widzenia PiS najrozsądniejszą, ale czy tak jest w istocie? Sfera spekulacji i domysłów na temat akcji CBA w sprawie odrolnienia gruntów pod Mrągowem, oraz akcji ABW w sprawie Barbary Blidy urosła do porażających (tak to jest to słowo :)) rozmiarów. Dalszego pompowania tej sfery podjął się usunięty w zagadkowych okolicznościach (zarzutu przecieku w akcji CBA) szef MSW - Janusz Kaczmarek. Gdyby brać na serio wszystko co mówi, a do tego zachęca jego pełniona dotychczas funkcja – jednego z najwyższych urzędników w kraju to wyraźnie PiS nie przemyślał tego lekkomyślnego kroku. To burzliwe rozstanie może okazać się języczkiem u wagi w przyspieszonych wyborach dla Prawa i Sprawiedliwości. Oczywiście tylko w przypadku, jeśli do nich dojdzie, bo wcale nie jestem jeszcze do tego przekonany. Ciężka waga retoryki Janusza Kaczmarka przeciw rządowi Jarosława Kaczyńskiego wywołała ciężką wagę reakcji. Okazało się, że według premiera to układ wprowadził Kaczmarka do rządu, jest to ostateczny dowód ogromnej, nieczystej siły tej nie do końca zdefiniowanej, zbrodniczej struktury. (Na marginesie postuluję wprowadzenie jednolitej definicji ‘układu’ dla potrzeb edukacyjnych do materiałów Wiedzy o Społeczeństwie.) Skrajnie dotąd wiarygodny Kaczmarek wypowiadający się w sprawie szwajcarskich kont polityków lewicy stał się kompletnie niewiarygodny z dnia na dzień.
   Ta sfera podejrzeń reżimowych, antydemokratycznych metod, do jakich posuwa się rząd planując swoje politycznie motywowane akcje powoduje moim zdaniem, że PiS może raczej zyskać na komisji śledczej wyjaśniającej te działania zamiast obawiać się dalszej utraty zaufania. Rządowy układ, jaki rodzi się z domysłów i przypuszczeń, czający się w cieniu, niewyjaśniony i tuszowany przez dyspozycyjną prokuraturę jest straszniejszy niż mógłby być w rzeczywistości. Dlatego działanie PiS wydaje się krótkowzroczne, hamujące dyskusje o metodach, jakimi powinno się walczyć z problemami, jakie kraj dotykają. Dziwi mnie taktyka Platformy Obywatelskiej, która zgadza się na wybory bez komisji śledczych wyjaśniających sprawy CBA i ABW. W ten sposób ugrupowanie to, które podobnie jak PiS powinno odpowiedzieć za użycie nowego urzędu - CBA, którego stworzenie przecież poparło, chce wejść w te same struktury i ściemnić nam, że to się nie powtórzy, zamiast przyznać, że prawo, za pomocą którego CBA funkcjonuje, jest niebezpieczne i wyjaśnić jego wady, których już doświadczyliśmy w działaniu. Podczas kolejnych dni będziemy najprawdopodobniej świadkami kolejnych wyborczych pokrzykiwań, które mało mają z sensem wspólnego, bo sejm ogarnęła już przedwyborcza gorączka.

komentarze (4) | dodaj komentarz

Jak to się utrzęsie?

środa, 01 sierpnia 2007 21:03
   Kiedy pierwszy raz od dłuższego czasu usłyszałem groźby przyspieszonych wyborów Jarosława Kaczyńskiego pod adresem koalicjantów to pewnie jak większość wyborców, po prostu nie uwierzyłem. Biorę to jako kolejną grę poniżania partnerów - budowniczych IV Rzeczpospolitej. W założeniu cała akcja miała wyglądać zapewne dużo bardziej spektakularnie – dowody dostarczone przez Centralne Biuro Antykorupcyjne w sprawie odrolnienia urzędowo sfałszowanej ziemi pod Mrągowem miały pogrążyć Andrzeja Leppera nawet z jego aresztowaniem włącznie. Prowokacja nie powiodła się, wpadły płotki z otocznia wicepremiera. Mimo tego premier Kaczyński usunął po raz kolejny szefa Samoobrony z rządu. Pozostała masa wątpliwości co do praw i możliwości działania nowo powstałej służby, udziału w całej akcji Henryka Kowalczyka urzędnika z ramienia PiS, bez  którego udziału działka – przynęta nie mogła być odrolniona, oraz możliwości fałszowania dla potrzeb prowokacji urzędowych dokumentów. Profesor Winczorek uważa, że już przechwałki współpracowników o możliwości korupcyjnego odrolnienia gruntów są wystarczającą przyczyną wszczęcia działań prowokacji. Z drugiej strony profesor Ćwiąkalski uważa, że działania w celu kreowania przestępczości przez państwowy urząd bez mocno uzasadnionych podejrzeń, że takie przypadki korupcyjne już miały miejsce, są nie do przyjęcia. Odpowiedzialność polityczną ponosi według niego Zbigniew Ziobro, który wydał zgodę na tę prowokację.
   Akcja poniżania postępuje – ministrem rolnictwa został osobiście znienawidzony przez Leppera Wojciech Mojzesowicz, niechlubny aktor afery taśmowej Renaty Beger. Czy można sobie wyobrazić coś bardziej upokarzającego? Byłoby to trudne, ale za punkt honoru Samoobrona stawia sobie mimo plucia im w twarz i walenia prosto w tak zwaną papę trwanie w koalicji, rzeczą drugorzędną najprawdopodobniej będzie czy trwać w niej będą pod wodzą Andrzeja Leppera czy też rozbici lub przyłączeni do PiSu. Na marginesie nastąpiło także zjednoczenie Ligi Polskich Rodzin z Samoobroną w geście samoobrony przed niszczeniem koalicji. LiS to całkowicie egzotyczny mariaż, bo oprócz odwoływania się do warstw najniższych społecznie, ideologicznie nic tych partii nie łączy, właściwie wszystko dzieli. Cuda potrafi zdziałać strach przed potknięciem się o próg wyborczy.
   Dzisiaj ukazał się wywiad z prezydentem w Gazecie Wyborczej, skłania się on ku opcji przyspieszonych wyborów wiosną 2008 roku, w co także bardzo trudno uwierzyć. Jedynym argumentem wspierającym tę opcję jest wyraźne nieprzygotowanie Platformy Obywatelskiej do kampanii wyborczej. PiS ma wszystkie narzędzia w garści – TVP, dyspozycyjną prokuraturę, CBA, widać że nawet poseł Jacek Kurski dostał nadgodziny, pojawiają się kolejne spoty wyborcze demaskujące bezczynność i obłudę opozycji. Sporo z pewnością wyjaśni się po parlamentarnych sześciotygodniowych wakacjach, ale jakbym miał dzisiaj obstawić, obstawiłbym że przyspieszonych wyborów po prostu nie będzie.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Gorąc uderza

środa, 20 czerwca 2007 23:10
   Nie ma dzisiaj wątpliwości do czego służy władzy immunitet. To komunikat: „Słuchaj poczciwy ludu! Nie mamy ani odrobiny zaufania do władzy sądowniczej, prokuratury, wszelkich CBA i CBŚ,  których jurysdykcji wy – plebejusze podlegacie.” Nie ma co się dziwić, patrząc na to co się z tymi instytucjami wyprawia, że wymienię tylko kreatywne tworzenie kryptonimów spraw na miarę paranoików w CBA. Jak można nazwać, nawet w wewnętrznej działalności biura, lekarza kardiologa, który uratował setki ludzi, którym nie dawano szans na dalsze życie - Mengele? Intencje są jasne, tutaj nie ma ambicji dociekania rzeczywistych przewin, tutaj mamy zbrodniarza, którego ktoś przecież nazwał, następnie najprawdopodobniej szef CBA zatwierdził a zadaniem biura i prokuratury było go pognębić i zniszczyć. Jak do takiej instytucji można mieć zaufanie? Jedyny sposób to doczłapać się immunitetu i mieć to wszystko gdzieś, słusznie panie i panowie posłowie myślicie.
   Profesor Wiktor Osiatyński stawia w wywiadzie w Tygodniku Powszechnym (http://www.tygodnik.com.pl/numer/277234/osiatynski.html) smutną diagnozę -„w imię idei niezawisłości sądownictwa uwierzyliśmy, że samo – poprzez swe wewnętrzne instytucje – oczyści szeregi z czarnych owiec oraz będzie dbać o jakość i wykonywanych w państwie zadań w trosce o społeczny prestiż dla prawa i Trzeciej Władzy.” Co do diagnozy zatem obie strony i minister Ziobro i Wiktor Osiatyński się zgadzają – palącym problemem jest brak zaufania społecznego do sędziów i jest to zbudowane niejako przez system sądownictwa, w którego budowaniu ten ostatni brał udział, a który działa dzisiaj jak klika broniąca źle pojętego własnego interesu. Sędzia jest dzisiaj praktycznie nieodwoływalny, bo Krajowa Rada Sądownictwa broni swoich członków w hańbiących wręcz powagę ich urzędu przypadkach. Pozyskanie zaufania do sędziów to proces trwający wiele lat. Po zmianie systemu w Polsce na demokratyczny mogło być rzeczą pożądaną wprowadzenie do orzekania ludzi młodych i nieskażonych myśleniem z poprzedniego systemu. Dzisiaj wiadomo, że system ten ma wiele wad i potrzeba nowej drogi tak pozbawiania immunitetów już pełniących funkcje sądów jak i wykształcenia nowej procedury powoływania sędziów z odpowiednim doświadczeniem i wiedzą. Jest to z pewnością kosztowny i czasochłonny proces a ministerstwu sprawiedliwości zależy na szybkich wynikach. Obok potrzebnych zmian w uchylaniu sędziowskiego immunitetu wstawia się więc niestety także niebezpieczne możliwości ograniczające niezawisłość sądów od władzy wykonawczej.
   Jesteśmy w trakcie gorącego okresu przedszczytowego. Tak aż gorącego, że nagle rzuciło się to chyba naszym unijnym negocjatorom na mózg. Kiedy trwały dyskusje o przyszłości kształtu unijnego systemu głosowania i kierunków rozwoju Unii to niestety nasz głos nie był słyszalny. Nie do końca jednak spodziewany entuzjazm Nicolasa Sarkozego w kierunku przyjęcia skróconego traktatu konstytucyjnego wymusił przyspieszenie w negocjacjach. Sporym zaskoczeniem okazała się więc nasza nagła chęć umierania za pierwiastkowy system ważenia głosów w radzie UE, bo wcześniej zabrakło odpowiedniego przygotowania PR oraz dyplomacji. Jest to dla nas system niewiele gorszy niż podwójnej większości, ale dużo mniej korzystny dla Niemców, których jako naród bardzo liczny promowałaby podwójna większość. Nie mamy zbudowanej zgodnej koalicji wspierającej nasze starania, oraz zachodnia opinia publiczna nie jest dostatecznie poinformowana o zaletach tego sposobu głosowania. Jest więc jasne, że stajemy się hamulcowymi nadchodzącego szczytu, a jeśli nawet nie, to jest to zagranie VaBanque stawiające nas w przykrej, izolującej nas sytuacji, gdy będziemy musieli użyć prawa weta, a także niewiele lepszej, w przypadku gdy nasi zachodni partnerzy będą zmuszeni szukać dla nas sposobu wyjścia z impasu z twarzą. W każdym razie nasza strategia jest całkowicie niejasna i źle przygotowana pod względem informowania tak opinii publicznej w kraju jak i za granicą. Nie powinno mnie to jednak dziwić, bo niekoniecznie jesteśmy godni informowania o takich sprawach. Nie zaznaczyłem przecież, że stoję na baczność pisząc te słowa, a tego wymaga premier Jarosław Kaczyński, gdy zadaje się mu pytania. Dał temu wyraz na konferencji prasowej 19 czerwca. Dziennikarz austriackiej telewizji pouczony przez premiera wstał, grzecznie się przedstawił i już wszystko było jasne.
   Gorący okres nastał także w służbie zdrowia. Zjednoczone siły lekarzy i pielęgniarek udały się w dużej (dalej rosnącej) liczbie pod gmach kancelarii premiera aby protestować. Dzisiejszy poranny incydent z przesuwaniem za pomocą policyjnych sił grupy protestujących pielęgniarek z jezdni na chodnik wzburzył opinię publiczną. Komentatorzy zaczęli zastanawiać się czy policjanci byliby tak samo skorzy do interwencji gdyby nie mieli do czynienia z drobnymi paniami ale zaprawionymi w demonstracjach górnikami. Obawiam się, że będziemy mieli szansę się przekonać, bo na pomoc protestującym wybiera się także delegacja górniczych specjalistów od wywierania skutecznej presji. Ta władza nie ma jednak kompleksów poprzedniej, ostrożnie podchodzącej do policyjnych interwencji w przypadku protestów społecznych, dlatego trudno mieć pewność co do pokojowego przebiegu demonstracji. Rząd jest widocznie zaskoczony zjednoczonym protestem pielęgniarek i lekarzy. Akcja propagandowa w celu piętnowania korupcji jaka jest przeprowadzana przez CBA bez poszanowania dla tajemnic lekarskich i ogólnie przyjętych standardów prawnych miała skłócić także te grupy. Nie udało się tego dokonać i dzisiaj trudno dalej lekceważyć te nastroje całego już środowiska medycznego. Nie da się chyba już demonstracji wziąć na przeczekanie i okrągłą gadkę negocjatora Gosiewskiego.
   Ostatnią sprawą godną komentowania jest opublikowanie uzasadnienia wyroku TK w sprawie lustracji. Nakazał on bezwarunkowe zwrócenie oświadczeń lustracyjnych w przypadku osób spoza kręgu władzy i osób publicznych. IPN do tej pory nie zaczął realizowania tej procedury, za to przygotował listę 500 agentów, którzy dalej podobno wpływają na opinię publiczną. Mimo, że publikowanie tego typu list zostało zakazane przez wyrok TK prezes IPN Kurtyka ujawnił, że taka lista powstała. Następnie premier oświadczył, że społeczeństwu należy się ta wiedza i jej ograniczanie to rodzaj cenzury. Jeszcze tego samego dnia ukazały się przecieki nazwisk polityków SLD w tym byłego prezydenta Kwaśniewskiego, który przeszedł przecież pomyślnie procedurę lustracyjną. Pomijając jednak kto pojawia się na liście to jest to osobliwe pojmowanie sprawiedliwości. Nie piętnuje się konkretnych czynów, ale osoby i robi to urząd państwowy z cichym przyzwoleniu rządu, kiedy według prawa te osoby nie popełniły przestępstwa nawet jeśli były tajnymi współpracownikami służby bezpieczeństwa. Moim zdaniem, jeśli chcielibyśmy być fair z ‘prawem i sprawiedliwością’ powinna w IPN powstać komórka badająca teczki pod kątem popełnianych przestępstw na podstawie obowiązującego wtedy prawa. Coś na kształt Rzecznika Interesu Publicznego w przypadku osób pełniących ważne funkcje państwowe, tak aby odbywało się to zgodnie z regułami prawa. Komórka ta kierowałaby swoje wnioski do prokuratury, która stawiałaby konkretne zarzuty i winę badałby sąd. Taka kolejna już lista, tym razem Kurtyki to rzecz w przypadku Kwaśniewskiego nic nie znacząca. On i tak się przed potwarzą obroni mając doskonały dostęp do mediów. Założę się jednak, że nie wszyscy z tej nieujawnionej jeszcze listy mają tak dobre możliwości obrony przed infamią jaką tworzy niechlubna na niej pozycja i nie wszyscy są osobami publicznymi w rozumieniu wyroku TK. Prawo prawem ale rzucanie oskarżeń posiłkujących się hakami SB musi być po stronie rządu.

komentarze (1) | dodaj komentarz

Premier populista

piątek, 18 maja 2007 0:00
    Brzmi to trochę jak sędzia kalosz, ale tak jest. Czym innym jeśli nie populizmem jest opowiadanie kolejny raz jak to Jarosław Kaczyński (na spotkaniu przedwyborczym w Łomży) ubolewa nad brakiem kary śmierci w naszym prawie, przypominając potrącenie 9-latka przez pijanego kierowcę, który najechał go jeszcze raz i zbiegł z miejsca wypadku. Ubolewanie to jest całkowicie jałowe (bo niemożliwe jest należąc do UE karać śmiercią), ale wyraża jak premier bardzo jest z ludem, jak podziela jego zoologiczną nienawiść do złoczyńców. Żeby było jasne ja nie potępiam populizmu jako zjawiska, jest przecież wentylem społeczeństwa. Gdy wygrywają populiści, wiadomo że coś w poprzednich rządach poszło bardzo źle, ale cała sprawa obywa się bez rozlewu krwi. Gorzej jest, gdy populista posiadając sprawności rozdzielania medialnych razów, podsycania nośnych sporów, mówi o czymś co uderza w fundamenty systemu demokratycznego, czyli między innymi w trójpodział władzy. Kiedy premier mówi na przykład, że zanim sędziowie Trybunału Konstytucyjnego orzekną w sprawie lustracji powinni sami się jej poddać. Absurd tego stwierdzenia jest tym większy, że wszyscy pracownicy trybunału poddali się procedurze nowej ustawy! Żaden z nich nie przyłączył się do głośnego protestu jaki wyraził Bronisław Geremek i wielu dziennikarzy. W istocie sędziowie poddali się więc lustracji, czego więcej chciał od nich premier? Kiedy władza wykonawcza zaczyna brać w swoje ręce wydawanie świadectw moralności sędziom, należy jej się nauczka. Samo mówienie prezydenta o równoważeniu się z władzą sądowniczą na wzór równoważenia się między władzą wykonawczą i ustawodawczą to jest odbezpieczanie granatu. Podobnie sprawa ma się ze Zbigniewem Ziobro, który na słynnej konferencji jako członek rządu wypowiadał się bardzo wyraźnie o winie kardiologa Mirosława G. To są sygnały bardzo niepokojące i znikąd oczekiwać ratunku, PO na te pogwałcenia nie reaguje! Poseł Rokita zajmuje się śledzeniem koneksji rodzin posłów Samoobrony zatrudnianych w spółkach skarbu państwa. Obudźcie się obywatelu Rokita, bo kiedy tak ochoczo zniesiecie immunitet to pierwszy prokurator wyda wyrok i zajmiecie się pisaniem swojej biografii zza kratek.

komentarze (1) | dodaj komentarz

TK

niedziela, 13 maja 2007 12:53
   To co się obecnie dzieje w sprawie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego przypomina niestety wyścigi. Jest czymś z czym wydawałoby się chcielibyśmy skończyć, z ciągłymi prawnymi niejasnościami, zmianami przepisów, prawem tymczasowym, pisanym pod konkretne zamówienie. Sprawa lustracji jest naszym problemem od początku demokratycznych przemian i nie została widocznie należycie załatwiona, bo kolejne ekipy  prześcigają się w radykalizmie propozycji dotyczących pozostających w zasobach IPN archiwów. Dzisiaj nawet SLD skłania się ku pomysłowi całkowitego otwarcia archiwów z wyłączeniem zapisków dotyczących życia prywatnego inwigilowanych, chociaż spotkałem się z komentarzem, że to tylko dlatego, że postkomuniści nie boją się materiałów IPNu, po prostu stali po stronie ZOMO, więc nie ma na nich wielu akt w materiałach bezpieki.
   Przyjrzeć się należy samemu sposobowi działania koalicji (i części opozycji) działającej na rzecz nowej ustawy lustracyjnej. Zbudowano twór prawny nakazujący złożenie oświadczeń lustracyjnych na niespotykaną dotąd skalę, na niejasnych zasadach i nieakceptowalnych wręcz w UE sankcjach w razie stwierdzenia kłamstwa lustracyjnego. Prawo to miało w założeniu rozwiązać w końcu problem, który przez 17 lat wypierany był na margines społeczeństwa i chowany za zasłoną chrześcijańskiego przebaczenia winnym. Podnosiły się słuszne argumenty - komu przebaczyć, nie wiadomo kto był konfidentem - i z drugiej strony tak samo słuszne, że współpracowanie ze służbami bezpieczeństwa nie było w tym systemie karalne, jest to problem moralności a nie prawa. Spora widać jednak część społeczeństwa domaga się sprawiedliwości, może bardziej niż prawa i dlatego PiS tak często mówi o tak zwanym ‘imposybiliźmie prawnym’. Wymyślony przez Marka Jurka termin miał oznaczać, że w dzisiejszym systemie prawnym/demokratycznym niemożliwe jest przeprowadzenie lustracji, jakiej domaga się najbardziej pokrzywdzona część społeczeństwa. Dano więc sobie na luz z dostosowywaniem się do standardów demokracji. Stworzono prawo, które między innymi lekceważy domniemanie niewinności zwykłych obywateli urodzonych przed 72 rokiem i nie należących do władzy, czy też sektora publicznego - mam tu na myśli między innymi niejasną, a przez to bardzo szeroką definicję zawodu dziennikarza. Jest to jednak tylko jeden z przepisów, które może zakwestionować TK, a ustawę co do zasady utrzymać w mocy prawa. Nie pozwala się mu jednak orzekać stosując różne kroki, które są prawem przewidziane, ale z moralnością też wiele wspólnego nie mają jak wskazanie na 2 sędziów TK jako na kontakty osobowe SB. Już kilka godzin po sensacyjnym doniesieniu było wiadomo, że był to kolejny wybieg opóźniający rozprawę. Trzeba pamiętać, że nie jest to sprawa o złe parkowanie, ale publiczna rozprawa o stosunku tej władzy do standardów państwa prawa.
   Powyższy tekst napisany był jeszcze przed ogłoszeniem orzeczenia. Dzisiaj wiadomo już, że TK zakwestionował konstytucyjność większość przepisów tej ustawy a w szczególności te, które dotyczyły lustrowania obywateli spoza sektora publicznego, nie będących na usługach społeczeństwa, nie będących opłacanymi z naszych podatków np. rektorów wyższych szkół niepublicznych czy dziennikarzy. Najbardziej dla mnie niepokojące jest to, że za ustawą tą głosowała Platforma Obywatelska. Stała się zakładnikiem PiSu w sprawie radykalizmu lustracyjnego. Dzisiaj odzywają się głosy, że potrzebna jest ustawa całkowicie otwierająca archiwum IPNu kiedy przecież będzie to tak samo niekonstytucyjne bez poprzedzających kroków prawnych uznających zbrodniczy charakter Służby Bezpieczeństwa. Jedyna droga prawna , aby zrealizować lustrację polegającą na ujawnieniu akt SB (trudno też powiedzieć w jakiej części) to wykazanie sprzeczności rzeczywistej, powszechnej działalności SB z obowiązującą wtedy ustawą. Udowodnienie, że służba nie wywiązywała się należycie ze swoich zadań i działała powszechnie na szkodę państwa i obywateli. Wtedy wykazanie, że była to organizacja przestępcza pozwoliłoby przeprowadzić dezubekizację i ujawnić publicznie większą część akt.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Premia za rozbicie

czwartek, 19 kwietnia 2007 23:32

   Szczerze mówiąc zaskoczył mnie Marek Jurek. Nie jest typem partyjnego lidera i to było widać wyraźnie po sposobie w jakim pełnił funkcję marszałka. Był karnym wykonawcą woli kierownictwa swojej partii i to jak dzisiaj już widać tłamszonym i zniewalanym. Aż trudno uwierzyć, że tak zwarty dotąd szereg daje się rozbijać na rzeczy tak oderwanej od rzeczywistości. Społeczne skutki ewentualnej zmiany w konstytucji byłyby naprawdę znikome, a w skrajnych przypadkach dotykające najbiedniejszych kobiet, które w razie trudnej sytuacji nie stać byłoby na wyjazd i aborcję za granicą. Uderzyłaby ona w elektorat swojej własnej partii. Z drugiej strony wiadomo, że formacja jaką tworzy Jurek będzie partią kanapową, przybudówką PiSu rzadko najprawdopodobniej utrudniającą negocjacje przy głosowaniach. Pozostaje pytanie o przyspieszone wybory. Wiadomo, że dzisiaj nie opłaca się Jarosławowi Kaczyńskiemu taki krok. Z jego punktu widzenia mimo coraz większego sejmowego marazmu i konfliktów koalicyjnych, rozstawanie się z władzą w sytuacji gdy sytuacja gospodarcza jest dobra, złotówka silna, fundusze unijne płyną szerokim strumieniem to gol do własnej bramki.

   Z drugiej strony brak działań Zyty Gilowskiej w celu utrwalenia i wzmocnienia dobrej koniunktury gospodarczej zacznie odbijać się nam szybciej niż się wydaje czkawką. Na razie minister finansów usilnie stara się znaleźć środki na sfinansowanie populizmu, na przykład przez zrównanie akcyzy na gaz LPG z benzyną. Z drugiej strony stosuje kosmetykę w zmniejszaniu klina podatkowego przez zmniejszenie składki rentowej. Samoobrona już zapowiedziała, że nie dopuści podczas trwania koalicji do jakichkolwiek cięć socjalnych co oznacza zmiany budżetowe, ale tylko na gorsze. W tej trudnej sytuacji potrzebny jest jednoczący bodziec, pytanie tylko co nim będzie.

komentarze (0) | dodaj komentarz

 1234567  »

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 18 marca 2010

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 15.11.2009 22:24:53
  • autor: hello.kitty11
  • treść: hej spodobał mi sie ...